PRZENOSINY !!!!!

Zapowiadałem to już jakiś czas temu i właśnie to zrobiłem. Od teraz nie będzie tam reklam na cały ekran :)

 

BLOG ZOSTAŁ PRZENIESIONY POD ADRES :
http://walczacyalkoholik.pl

 

Zapraszam w tamto miejsce :)

Pozdrawiam

Michał

Opublikowano Wpływ alkoholu na organizm człowieka... | Skomentuj

Moje błędy, złośnica Sonia, papierosy po raz X i wiele innych :)

Witam Was po dwutygodniowej przerwie. Rozpędziłem się za bardzo i też mocno sobie przywaliłem w mur… ale to już za mną w dużej mierze. Ciężko było – jak nigdy dotąd. Takie upadki są jednak potrzebne, pod warunkiem, że wyniesie się z nich doświadczenie i wnioski. Każdy alkoholik, narkoman, czy hazardzista przechodzi przed nie. Są potrzebne, by się uczyć. Nie ma uniwersalnej drogi do wyjścia z nałogu, bo każdy z nas jest inny. Mamy inne problemy, inne warunki życiowe, inne doświadczenia, inne sytuacje w rodzinie i tak dalej. Niedawno mocno się rozpisałem na temat mojego nawrotu i przy tym dałem klapsa i sobie i swojej żonie, na co Sonia zareagowała komentarzem, bijącym mocno w moją osobę :). Wyszedłem na przemądrzałego pijaczynę, który za swoje nieszczęścia wini wyłącznie innych, tylko narzeka i nie robi nic we właściwy sposób. Sonia zapomniała najwyraźniej, że seks jest jedną z potrzeb fizjologicznych – podstawowych potrzeb a gdy go nie ma, to związki się rozpadają. Zapomniała również, że ten blog, to nie wydawnictwo naukowe a opisywanie próby wyjścia z nałogu. To moja autoterapia, pamiętnik i niechcący – poradnik dla osób zagubionych w świecie nałogów. Ja nie wiem wszystkiego o alkoholizmie – nie znam takiej osoby, która wie wszystko :). Popełniam błędy i to nie mało błędów, jak każdy, kto kiedykolwiek zmierzył się z tym problemem. Zacznę pewnie stosować formułkę w rodzaju – Ten blog to nie encyklopedia dająca wszystkie odpowiedzi na pytania związane z nałogami. To moje przemyślenia, moje wizje wychodzenia z alkoholizmu, moje opinie i moja autoterapia prowadzona publicznie. Nie należy traktować moich wpisów jako zamiennik, czy zastępstwo terapii uzależnień… Sonia fajnie uderzyła w punkt, mówiąc że zwalam na innych to, co się ze mną dzieje. Tak, to w sporej części prawda. Zachowałem się jak alkoholik i zwaliłem zaistniałą sytuację na moją żonę, ale nie tylko. Za dużo pracowałem, za mało spałem, odpuściłem sobie trzeźwienie na rzecz pracoholizmu. To moje błędy i Sonia ma tutaj rację. Gdy się uspokoiłem, szybko doszedłem do podobnych wniosków – chcesz zmian – zacznij od siebie :). Żonie jednak też nie odpuszczę i kropka. Mam cichą nadzieję, że może kiedyś i ona coś napisze od siebie tutaj z punktu widzenia osoby współuzależnionej, z punktu widzenia bulimiczki i osoby o skłonnościach do anoreksji. To, że jesteśmy ze sobą Soniu, to faktycznie cud, ale piękny a nie ironiczny… Oboje mamy poważne schorzenia z którymi się borykamy na co dzień ale mimo to, nie wyrzuciliśmy siebie na śmietnik a walczymy. W dobie internetu ludzie często traktują siebie jak zabawki. Gdy się znudzi, wyrzucają i biorą nowe. Internet pozwala nam poznawać wiele osób w krótkim czasie. Tinder dla przykładu „paruje” ludzi algorytmem komputerowym, analizując podane przez użytkowników informacje i dobiera potencjalne pary bardzo szybko. Po co więc walczyć o drugiego człowieka, skoro komputer może nam szybko znaleźć „pasujące” zastępstwo ? Idziemy na łatwiznę… Dziękuję Ci Soniu za komentarz. I takie są potrzebne – zmuszają do myślenia, :).  Moim zdaniem jednak sama masz pewne problemy emocjonalne – kipi z Ciebie agresja. To jednak Twój problem i moje zdanie, więc zostawiam to…

Pora na ważną informację – ten blog zostanie przeniesiony pod adres  http://walczacyalkoholik.pl Póki co witryna ta jest w budowie i należy do mnie. Tutaj korzystam z „darmowej” strony, co powoduje, że wyskakują różne reklamy, banery, klikacze i pierdylion innych syfów, na które nie mam żadnego wpływu i nie zarabiam na tym ani grosza. Na mojej stronie tych reklam nie będzie, chyba że wyrażę na to zgodę. Tutaj próbują mi się wbijać różni ludzie w komentarzach, przemycając adresy stron i maile firmowe. Nie akceptuję takich komentarzy. Teraz mi się wbił ktoś, kto reklamuje picie kontrolowane. Miałem nawet zatwierdzić ten komentarz i pojechać po nim z góry na dół, ale się wycofałem. Autorom projektu chodzi niby o ograniczenie picia. Oczywiście za kasę. Czyli w zamyśle – Ty zapłacisz a my powiemy Ci jak żyć sobie wygodnie z alkoholem i jak piszą na swojej stronie cyt „ Celem programu jest nauka picia alkoholu w sposób kontrolowany, pozwalający na prowadzenie stylu życia niewykluczającego picia alkoholu. Klienci mogą zachowywać się (używać alkoholu) w sposób, który przynosi im korzyści psychologiczne i społeczne (biznesowe, towarzyskie, lepsze samopoczucie), w sposób który nie przysparza im problemów i pozwala na ograniczenie niekorzystnych skutków nadużywania alkoholu.” To jest kurwa absurd – (sorry za słownictwo) i bardzo niebezpieczne działanie. Super pułapka na bogatych alkoholików. Zapłać nam a my Ci pokażemy jak pić mniej. Będziesz się cieszył/a z wszystkich korzyści płynących z butelek i będziesz alkoholikiem pijącym w sposób kontrolowany…  A teraz to, co zostało zakłamane lub pominięte.   Z picia alkoholu nie ma żadnych korzyści a już w szczególności psychologicznych i społecznych. Dlaczego ludzie wierzą, że takowe korzyści istnieją ? Ponieważ alkohol skutecznie osłabia działanie ośrodka hamującego w mózgu i pozwala ludziom na pozbycie się wstydu i obaw przed zrealizowaniem skrytych pragnień i wypowiedzeniem się na trudne tematy. Właśnie zaprzeczyłem sam sobie i potwierdziłem, że jednak korzyści są ? Nic z tego. Skoro do realizacji własnych pomysłów i wyrażania własnych opinii potrzebujemy się odurzać, to mamy poważny problem ! Alkohol owszem pozwala pokonać barierę wstydu ale nie usuwa samego problemu. To teraz wyobraźcie sobie biznesmena na kolacji, czy obiedzie, podczas negocjacji ważnych umów. Ok – wypił lampkę wina, czy odrobinę koniaku i poszło mu lepiej. Był odważny i stanowczy a jednocześnie nie stracił panowania nad sobą. Wszystko było jednak zaaranżowane i ustawione. Teraz jednak ten człowiek staje przed negocjacjami ad hoc i co ? Mówi przepraszam, wyciąga piersiówkę, wali z gwinta i zaczyna działać ? Bzdura… Aby pozbyć się problemu, trzeba popracować nad własnym wstydem a nie zalewać go wódką. Potem jest mowa o korzyściach społecznych… Czyżby komunizm wracał ? Może cały naród powinien chodzić na lekkiej bani ? Będziemy szczęśliwym społeczeństwem w oparach potu i smrodzie rzygowin. Będzie za to łatwo nami sterować, podając codziennie „szczęście w butelce”. Nie ma o czym mówić. I teraz pora na prawdę o piciu kontrolowanym. Czy jest ono możliwe ? Tak jest – u osób, które nie są alkoholikami. Czy jest możliwe u uzależnionych ? NIE. Co zatem mają na myśli autorzy takiej „terapii” ? Na pewno nie picie kontrolowane a ograniczenie picia u osób nadużywających alkoholu. Jak to się kończy ? Powiem Wam co wiem z własnego doświadczenia. Znam kilka osób, które uparły się, że mimo wszystko nie rzucą picia całkiem a będą je ograniczać. I ok – to faktycznie działa… ale jak ? Już mówię. Faktycznie piją znacznie mniej niż wcześniej, ale dużo ich to kosztuje. Chodzą w stresie i w napięciu. Łatwo się irytują i są zmuszani do tego, by liczyć sobie ile mogą, kiedy mogą itp. Czym to się kończy ? Co jakiś czas idą w ciągi alkoholowe. To jest nieuniknione. Przynajmniej u wszystkich alkoholików których znam, tak to działa a jeśli są wyjątki… to potwierdzają regułę…  Alkoholizm to choroba zero-jedynkowa. Wszystko albo nic. Albo trzeźwiejesz i nie pijesz albo pijesz i się powoli staczasz na dno. Ograniczenie picia jest możliwe ale to przysparza cierpień osobom o podwyższonej tolerancji na alkohol. Przecież dla człowieka, który potrafi wypić litr gorzały – kieliszek będzie tylko ciężkim wkurwem… i nie osiągnie on dzięki wypiciu kilku kieliszków, czy dwóch piw żadnego efektu, po za złością i potężnym głodem alkoholowym. Jeśli jednak ktoś jest masochistą i uwielbia się biczować wódką – ok droga wolna :).

Kolejny temat – po raz X papierosy. Stoją mi solą w oku od lat. Nie lubię ich, drażni mnie palenie – no jestem uzależniony od palenia i tyle. Szukałem sposobu na rzucenie… Odkładałem „na sucho”, bez żadnych wspomagaczy, stosowałem nikotynową terapię zastępczą – plastry, gumy, pastylki. Sięgnąłem po cytyzynę – Tabex,  Desmoxan. Zaklinałem się nawet książkami Allena Carra i skutek zawsze był ten sam. Depresja z myślami samobójczymi. Dowiedziałem się, że czasami tak to właśnie działa. Odstawiłem masę leków psychotropowych. Odstawiłem alkohol. Nadal leczę depresję po alkoholu i najwyraźniej papierosy, to o jeden krok za dużo. Na stronie „jak rzucić palenie” przeczytałem o leku Zyban. Został dokładnie przebadany i potwierdzono jego skuteczność ( o 1,5 raza zwiększa skuteczność rzucania palenia – czyli osiągnięcie trwałego efektu ) w leczeniu depresji i jako środka wspomagającego rzucenie palenia. Lek jest na receptę i jest bardzo drogi a efekty… Hmm trzeci dzień go biorę ( zamiennik o tym samym składzie o połowe tańszy ) i nie jestem w stanie spalić na raz całego papierosa a także jem mniej niż wcześniej. Zalecenia są takie, by całkiem odstawić palenie najpóźniej w drugim tygodniu przyjmowania leku. Może uda mi się wcześniej, ale zobaczymy. Mam tylko nadzieję, że tym razem nie dopadnie mnie to, co wcześniej.

Mam teraz tydzień urlopu. Wziąłem kilka książek i będę odpoczywał. Zostawiłem w domu sporo pracy, lecz postanowiłem się odciąć na jakiś czas od tego wszystkiego. Wiem, że pracoholizm stał się moim nałogiem zastępczym. Zrozumiałem to dobitnie, gdy po przyjeździe nad Solinę z miejsca wypakowałem narzędzia i zacząłem dłubać coś przy domku… Hamowanie jednak włączałem już wcześniej. Z pracoholizmu też się pięknie tłumaczyłem (MIZ) że finanse domowe są teraz na mojej głowie, że mam dużo zleceń i muszę temu podołać i takie tam… Zabrakło mi czasu na trzeźwienie. Czy teraz to się zmieni ? Pewnie tak. Przekonuję się, by wrócić do podstaw raz jeszcze i zacząć sobie tworzyć plany kolejnych dni. Dotychczas robiłem je wyłącznie w głowie i rozliczałem w głowie. Niestety to działało zbyt chaotycznie. Wyskakiwałem po za te plany a gdy się nie udało… znów miałem wyrzuty…

Moi drodzy… kończę na dzisiaj pisanie… Ładny dzień nad Soliną trwa w najlepsze więc pora trochę z niego ugryźć. Gdy to czytacie, pamiętajcie, że ja nie jestem nieomylny. Pewne mechanizmy nałogowego myślenia nadal są we mnie żywe. Jeśli widzicie błędy w moim rozumowaniu – dawajcie mi informacje zwrotne. Nie potrzebuję ocen i pouczeń w stylu Sonii w rodzaju „na miejscu twojej żony dałabym ci w pysk” – wolę bardziej merytoryczne komentarze, ale tak czy siak są mi one potrzebne. Nie pozjadałem wszystkich rozumów, nie jestem alfą i omegą jak chodzi o sprawy nałogów. Wiem sporo, ale nie wszystko, a jeśli widzicie, że coś jest w moim myśleniu niepokojącego to walcie śmiało. Co tysiąc głów to nie jedna…. Z góry dziękuję Wam bardzo.

Jeśli chcecie ze mną popracować nad nałogiem alkoholowym zapraszam do Hoczwi do ośrodka Terapiabieszczady. 

Pozdrawiam serdecznie

Michał

Opublikowano Idę w górę... | Otagowano , , , , , , , , | 4 komentarzy

Nowe rozdanie…

Zagalopowałem się i to ostro. To, co wyprawia umysł osoby uzależnionej przyprawia mnie już czasami o ciarki. Nie będę owijał – niemal zawaliłem 3 lata pracy. Mówi się, że głodu alkoholowego nie ma a jedynie mamy niezaspokojone potrzeby… Cały czas wiedziałem o tym, cały czas sobie to powtarzałem, lecz zaniedbałem się mimo to. Praca po 12 a nawet 16 godzin dziennie, 4-6 godzin snu. Posiłki nieregularne, cała masa rozpoczętych i niezakończonych spraw i chaos w prowadzonych projektach. Praca z uzależnionymi i współuzależnionymi przeniosła się pod mój dach. Zacząłem myśleć jak terapeuta bez końca. W wypowiedziach członków rodziny, w wypowiedziach przyjaciół, znajomych a nawet kasjerki w sklepie wyłapywałem błędy logiczne, nieracjonalne i nałogowe myślenie… No dobrze – niby zacząłem rozumieć lepiej ludzi, lecz ja poszedłem o krok za daleko – komentowałem. Jakbym odruchowo chciał w ludziach to gasić. Terapia wdarła mi się do domu i do relacji ze znajomymi… a ludzie nie lubią, gdy zwraca się uwagę na błędy… Efekt – znajomi zaczęli wyraźnie się odsuwać…  Moja żona mi ostatnio warknęła wręcz, że przestała widzieć we mnie mężczyznę a ciągle widziała terapeutę, który żyje sprawami innych.  Warsztat, prowadzenie zajęć, i godziny rozmów na Facebooku z osobami potrzebującymi pomocy… odjechałem…  Gdy więc, w tym całym zmęczeniu i zamieszaniu pojawił się poważniejszy kryzys w życiu osobistym… załamałem się. Czułem złość, lęk, zawód i głód, jakiego nie pamiętam z czasów picia nawet. Znalazłem się na krawędzi powrotu do regularnego picia. Mogę powiedzieć śmiało, że wbiegłem w ścianę i poturbowałem się mocno. Zadzierałem nosa ignorując właściwe proporcje praca/odpoczynek/sen. Z programu HALT właściwie olałem wszystko. Chodziłem nie raz głodny, złościłem się na wiele niedokończonych spraw, swoim zachowaniem pozbawiłem się stopniowo towarzystwa własnej rodziny a o zmęczeniu już nawet nie wspomnę. Trwało to bardzo długo i w pewien sposób przywykłem do takiej sytuacji, ale najgorsze jest to, że poczułem się pewnie i przeciągałem tą sytuację, zamiast reagować. Moja żona też zrobiła przy tym duży błąd. Zamiast zdobyć się na szczerość i wytknąć mi błędy, odsuwała się coraz dalej… Pozbawiła mnie wiary w sens mojej pracy… nie wspominając już o kontaktach intymnych… W końcu doszło do awantury. Nie takiej pijackiej, bez krzyku, bez bicia, ale jednak…  W pewnym momencie poczułem jakby mi dała w twarz i przyprawiła rogi na raz. Nie mam ochoty wchodzić w szczegóły publicznie, ale wiem jaki mechanizm zadziałał. Bała się odezwać i powiedzieć otwarcie co jej się nie podoba, a zamiast tego się odsunęła ode mnie. Jako, że łaziłem po domu jakbym wszelkie rozumy pozjadał, nie próbowała nawet wchodzić w dyskusje. Ja zaś widziałem w niej wyłącznie jej problemy i złościłem się na nią, że nic z nimi nie robi. Tak – ona też ma swoje kawałki, które psują relacje między nami i wiem, że powinna podjąć stosowne leczenie, ale zapomniałem o pewnej złotej zasadzie : Chcesz zmienić swój świat ? Zacznij od siebie… Problemy Ewy są bardzo poważne i nie chodzi wyłącznie o kwestie współuzależnienia, ale nie będę tutaj pisał o niej – chcę przeżyć jeszcze kilka lat w spokoju. Problem jest na tyle poważny, że jeśli nie zrobi ruchu w stronę leczenia, to nigdy w naszym domu nie zagości trwały ład i spokój. Oboje z nią zrobiliśmy karygodny błąd. Doszliśmy do pewnego, wydawałoby się bezpiecznego etapu rozwoju i zatrzymaliśmy się. Ja poczułem się bezpiecznie, ona poczuła się bezpiecznie i uznaliśmy że jest dobrze. Pewne sprawy jednak były i są dalekie od tego. Nasze wspólne życie nadal jest rozbujaną huśtawką emocji, lęku i barier, wydających się nie do przejścia. Mi udało się odnieść pewien sukces, przedstawiając Ewie podstawy terapii RET. Co z tego wynikło ? A tyle, że jej zaburzenia są bardzo poważne i wymagają interwencji specjalisty. Ja po tych ostatnich przeżyciach usiadłem na tyłku i rozejrzałem się wokół siebie. Mam w rodzinie swojej i żony osoby uzależnione, współuzależnione, DDA, osoby cierpiące na nerwicę, depresję i wiele innych zaburzeń. Ta moja „misja ratowania świata” rozlała się wokół i … zaczął robić się smród. Kiedyś za plecami usłyszałem – kiedyś pił i miał wszystko gdzieś, a teraz kazania prawi… Jakoś mnie to nie zraziło wtedy (rok temu) ale zacząłem odczuwać dystans. Przychodzę na ognisko – śmiechy milkną… Wchodzę w pijące towarzystwo – ludzie się usztywniają. Zacząłem być odpychany i w pewnym czasie poczułem się samotny wśród ludzi, na których mi bardzo zależy. Z jednej strony płynęły komplementy, że to co zrobiłem ze sobą jest czymś dużym a z drugiej strony czułem się często jak – weź idź stąd. No cóż – zasłużyłem sobie. Praca w terapii uzależnień nie powinna przenosić się po za pracę z pacjentami a ja sobie tych pacjentów czasami na siłę szukałem. Pewnie, że nie miałem złych intencji. Chciałem pomóc, wyprowadzić z  błędu, ale zapominałem ciągle o kluczowej sprawie. Nie da się pomóc nikomu, kto tego nie chce. Jakie wyciągnąłem wnioski z tego wszystkiego. Kończę definitywnie z poradami internetowymi, mailowaniem, rozmowami na FB dotyczącymi spraw terapii. Nie mogę dłużej żyć w ten sposób – nie potrafię. Usunąłem ze znajomych na FB ponad 200 osób. Wybaczcie, ale musiałem to zrobić. Kiedy otwierałem FB wiecznie czekało na mnie sto problemów obcych ludzi. Prowadziłem po kilka rozmów na raz. Dwoiłem się, troiłem i zamęczyłem sam siebie. Prawie zabiłem w sobie chęć niesienia pomocy innym. Chodziłem po domu i opowiadałem o problemach z jakimi się mierzę… Brakło mi czasu na życie… na normalne życie. Od teraz, poradami dotyczącymi nałogów zajmuję się wyłącznie w ramach pracy w ośrodku w Hoczwi. Przepraszam wszystkie zawiedzione osoby, lecz musiałem podjąć taką decyzję, by ratować siebie i swoją rodzinę.  Zapraszam więc do Hoczwi – nie będziecie zawiedzeni. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Michał

Opublikowano Idę w górę... | Otagowano , , , , , , , , , | 4 komentarzy

Kim jesteśmy my – alkoholicy ?

Kim są alkoholicy ? Jesteśmy często nazywani pogardliwie. Mówią o nas – menele, żule, nieroby… Mówią, że jesteśmy patologią, brudasami, że śmierdzimy… Mówią też, że nas nienawidzą. Tolerują tylko dlatego, że muszą, lub zwyczajnie się nas boją. Alkoholik to samo zło w nikczemnej postaci ludzkiego wraku. To są polskie stereotypy, którym nadal hołduje większa część społeczeństwa. Kim jednak jesteśmy na prawdę ? W ogromnej większości jesteśmy wrażliwymi ludźmi, lecz z jakiegoś powodu toczymy wewnętrzne wojny, nie godząc się z tym, kim jesteśmy, gdzie i z kim żyjemy, pracujemy i mieszkamy. Często nosimy w sobie ogromne cierpienie. Ukrywamy przed światem krzywdy, jakich doznaliśmy w dzieciństwie. Jesteśmy młodzi i starzy. Jesteśmy mężczyznami i kobietami. Jesteśmy ludźmi bez wykształcenia i profesorami wszelkich nauk. Jesteśmy robotnikami budowlanymi, urzędnikami,  przedsiębiorcami, nauczycielami, gospodyniami domowymi, lekarzami, sprzedawcami, strażakami czy prawnikami. Dla nałogu nie ma znaczenia nasz status społeczny, pochodzenie, wiek i płeć. Cechuje nas to, że czegoś nam bardzo w tym świecie brakuje. Często się czegoś boimy, przed czymś uciekamy lub czegoś się potwornie wstydzimy. Czasami wleczemy za sobą bagaż dramatycznych zdarzeń i nie potrafimy się pogodzić z tragediami, które nas dotknęły… Wszyscy znaleźliśmy kiedyś wytchnienie w alkoholu, lecz alkohol nas nie uzdrowił a uczynił z nas niewolników, zabierając nam godność, wolność, rodziny, majątki i zdrowie. Czy mamy się czego wstydzić ? Chyba tylko wtedy, gdy nie robimy z tym nic i pozwalamy, by psychoaktywna trucizna zrujnowała nasz świat do końca.

Chciałbym Wam dzisiaj pokazać pracę jednego z nas. Mariusz. Inteligentny, wrażliwy facet – 38 lat – alkoholik. Miłośnik mocnej muzyki, gitary, aparatu fotograficznego i pióra.  Z jakiegoś powodu zawsze, gdy coś publikuje ma obawy – co powiedzą inni ? Powiedzcie mu w komentarzach, co o tym sądzicie. Oto zdjęcia i teksty autorstwa Mariusza.

ziemia_small

W świecie zagościł teraz strach
Boisz się Ty – boje się ja
Nie mamy przecież żadnych szans
Podnieśmy wszyscy w górę ręce !!!

Polityk daje Tobie chleb
Którego sam nie może jeść
Suchy, spleśniały chleba wór
Jedyny wybór to jest sznur

Świat stanął na głowie
Polityka kradnie
Szary zwykły człowiek
Po uszy jest w bagnie

Pieniądz to przemoc, wojna i gniew
Władza się śmieje – zalewa Cię
Życie to jeden wielki SPAM
Ręce do góry nie jesteś sam!

Prezydent, prezes, kurwa i kler
Już za porządek zabrali się
Są lepsze zmiany każdego dnia
A w głowach ludzi ciągle strach!

Świat stanął na głowie
Polityka kradnie
Szary zwykły człowiek
Po uszy jest w bagnie

lotva_01

Mój strach w mojej głowie,
Mój strach jest w moich snach,
Mój strach jest moim strachem,
Mój strach zabija nas.

Oczyść swoją głowę i ciało,
Odłóż na bok wiele spraw,
Naucz się w końcu odmawiać,
Przestań w wyścigu trwać.

A gdy jest tylko pogoda,
Pozostaw w tyle “świat”
Rodzina to jest święta,
I dla niej musisz trwać.

Gdy zacznie “przygasać” światło,
I lekko osunie się grunt,
Nie wpadaj od razu w panikę
Zrób coś by lepiej się czuć

IMG_3977

W bezsilności mieć siłę
Ciszę i skupienie, zapomnieć wszystko złe – znowu mieć marzenie.
Znowu znaleźć drogę – może krętą lecz szczęśliwą,
Bez przymusu oraz wariactw, żeby lepiej nam się żyło.

Nie popadać w paranoję, kiedy jest niepogoda.
Nie użalać się nad sobą, kiedy znowu cieknie woda.
NIe być takim szczegółowym i otwarcie iść przez życie.
Przecież jedno tylko mamy – tylko jedno mamy życie!!!

IMG_4788

Stój – nie uciekaj
Daj – nie zabieraj
Rękę w kieszeń wsadź – nie podnoś jej
Zabij strach…

Niech kolor skóry nie dzieli nas
Twój Bóg podziałów nie widzi też
I choć polityk próbuje tak
Nie daj się…

Pieniądz podziałem tak pięknym jest
Nie jeden za niego wylał swą krew
I przyjaciela uderzył w twarz
Nie jeden raz…

I nie jednego stołek zgubił też
Samodestrukcja to władza i gniew
Przy stole siądziesz kiedyś sam
Poczujesz gorzkiej kawy smak

Twój Bóg jest Twój
I nie dziel się nim
Nie walcz o niego – tym bardziej giń
On kocha Ciebie i nie chciałby że
Na ziemi była woja i gniew.

A kolor skóry jak się tu ma
Prędzej czy później nie ma nic z nas
Więc przekreśl ten podział
I schowaj gniew człowiek to człowiek miłości chce

Przestańmy się dzielić na lepszych i gorszych
Nie skaczmy sobie więcej do oczu
Bo życie zbyt krótkie na nerwy i gniew
Stań przed lustrem i powiedz że
Nie jutro lecz dziś jest czas na zmiany
Pojednaj się z wrogiem i przestań być panem

drewno_small

Kura wciąż skacze w rosole
Choć łeb jej jest całkiem odcięty
Siły swe chowa pod skrzydłem
Niedziela jest taka święta

Nie strasz mnie śmiercią
Bólem, cierpieniem
Bo zanim zapadnie grobowa cisza
Przyjedzie rycerz z wojskiem po Ciebie
Krew twą wypije z srebrnego kielicha

Niedziela dniem świętym i każdy w kościele
Ręce swe wznosi do Boga
Tygodnia nikt już nie chce pamiętać
Jak przywykł na kury w tygodniu wołać…

IMG_9871

Czekam dzisiaj na peronie
Czekam na swój pociąg
Przyszło mi to ciężko
Życie znów rozpocząć

Bilet w ręce mam już przygotowany
Czarnym jest na żółtym wyraźnie napisane

Kolory dwa życie i strach
Gdzie Ty – gdzie JA?
Stoję tu sam…

Przedział przepełniony śmierdzi mocno potem
Pociąg szybko ruszył i pędzi z łomotem
Nikt nie mówi słowa, nie podnosi wzroku
Konduktor szybko przemknął, ale ma nas na oku

Grubas z nad przeciwka zajada kiełbasę
Tłuszcz po brodzie cieknie i na brzuchol kapie
Nie zagryza chlebem bo uważa, że
Chleb to ciężka praca, a on wcale nie chce jej

Kolory dwa życie i strach
Gdzie Ty – gdzie JA?
Siedzę tu sam…

Wielka pani z miasta siedzi z drugiej strony
Już ją gdzieś widziałem – gdzieś na peronie
Chyba ona liczy na podróż z przygodami
Bo ciało zmoczyła przesadnie perfumami

Wielka Pani z miasta
Wielka Pani z miasta – ciasna !

A za oknem widzę codzienne obrazy
Dzieci biegną z piłką – mężczyźni koszą trawę
Miasto tonie w smogu, a na wsi jest spokój
Pociąg pędzi dalej, a ja wciąż nie wiem dokąd…

Kolory dwa życie i strach
Gdzie Ty – gdzie JA?
Siedzę tu sam…

IMG_4804

Nie oglądam telewizji, nie wierze reklamie,
Polityk to qrwa – qrwa zawsze kłamie,
NIe wierzę w dobro świata przecież tyle jest wojen
Miłość i oddanie modły za pokojem
To wszystko są bajki współczesnego świata – zawsze liczył się pieniądz i o to tu lata.
Pieniądz rządzi światem od zawsze na wieki
On rozdaje karty zamyka powieki.

kolory_01

W plastikowym mieście, plastikowe ulice,
Pędzący ludzie w plastikowych garniturach
Na twarzach goszczą plastikowe uśmiechy
Plastikowe myśli w plastikowych głowach.

W plastikowych domach, plastikowi rodzice,
Plastikiem rozpieszczają plastikowe dzieci,
W zapomnieniu i miejskim pośpiechu
Napełniają plastik w plastikowych portfelach.

IMG_9871

Gra słów trudna to jest sztuka
Tak jak trudna jest nauka
Lecz ja wyzwań się nie boję
I nie chowam głowy w piach
Dziś napiszę wiersz o szkole
Posłuchajcie!!! No to ciach!

Moja szkoła od 2 lat
W niej poznaję cały świat
Uczę pisać się poprawnie
Uczę liczyć tak dokładnie
Skaczę, biegam i rysuję
Czytam, śpiewam, recytuję

Lecz nie tylko w niej nauka
Kto rozrywek chce poszukać
To w świetlicy się pobawi
Kiedy rodzic go zostawi
Znajdziesz wiele szkoły zalet
Nie ukrywam tego wcale
Bez jedzenia i bez picia
I bez szkoły nie ma życia!!!

lotva_03

Kiedy już cisza ogarnie Cię
Kiedy szum drzew przerodzi się w pieśń
Kiedy jezioro powstanie z łez
I noc nie przerodzi się w słoneczny dzień

Anioł wyciągnie do Ciebie swą dłoń
Magiczny dotyk zamieni Cię
I choć po Tobie jest jeszcze płacz
Powoli ustaje, opada mgła

Wreszcie usiądziesz Z Nim przy jednym stole
W złości rozbijesz szklanką podłogę
Wyrzucisz z siebie cały ten żal
Już ani jedna nie płynie łza…

drewno_small

Bezmyślnie zamyślony popadam w paranoje.
Nie pije, nie jem czegoś się boję.
Nie sypiam w nocy czymś zamyślony.
Uciekam gdzieś – czegoś się boję.
Nie chodzę do kina – unikam ludzi,
a gdy już zasnę boję się budzić.
Zamknięty w sobie w swoim pokoju.
Nie szukam nic – nie mam spokoju.

Między palcami życie ucieka i nic nie robiąc ja ciągle czekam.
Czy jest pogoda czy ciągle leje
Ja swoich myśli jestem złodziejem.
I tak dobijam gwoździe do trumny
I wcale nie jestem dziś z tego dumny.
Więc rozwiej me myśli w mej chorej głowie
Nie będę zły – nic już nie powiem!!!

dynie

Hej! Zginiesz szybciej niż myślisz
Twoja pewność siebie zabije ich wszystkich
Wrodzona głupota z którą walczyć się nie da
Arogancja i bezmyślność nie prowadzą tam gdzie trzeba

Hej! Ty nie jesteś nadczłowiekiem
Nikt Ci nie powie, że mądrzejesz z wiekiem
NIe masz szacunku do rodziców, starszych ludzi
Zbyt długo w jednym miejscu i zaczynasz się nudzić

Hej! Co ty qrwa sobie myślisz
Jesteś w obcym domu i chcesz żeby wyszli
Jego właściciele, jego lokatorzy
Bo według ciebie jesteś zdrowy a oni są chorzy

Jesteś buntownikiem przy mamy spódnicy
W domu głośno krzyczysz a nie na ulicy
Zaciśnięte pięści podniesione w górę
Myślisz, że masz siłę a chowasz się w dziurę

02_zima_small

Uśmiechnij się człowieku
Gdy mijamy się ulica dziś
Czemu tyle nienawiści w oczach Twych, cierpienia i zmartwień
Gdzie Ty tak pędzisz, dlaczego i po co
Przecież pieniądz nie jest najważniejszy dziś !

Świat nie jest przecież taki zły
Jest kolorowy a w nim Ty
Wyrzuć już  z siebie całą złość
Uśmiechnij się i powiedz dość !!!!

Niebo niebieskie – łąka zielona
Sarna szczęśliwa, ale sploszona
Dzień słońce daje, a z nim nadzieje
Wyrzućmy smutek, ból i cierpienie

I nawet kiedy jakiś zły człowiek
Zada CI ból, zamąci w głowie
Nie poddaj się nie podnoś rąk do góry
Świat nie jest przeciw Tobie
To w Twojej głowie bzdury
Które uroiłeś sobie dziś !
01_small

Tyle na dziś z mojej strony. Pora na Was. Komentujcie, udostępniajcie – róbcie co chcecie. Zaznaczę, że Mariusz zawodowo skacze po silnikach – bardzo duże są ponoć…

 Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

 Michał

Opublikowano Idę w górę... | Otagowano , , , , , , , , , | 2 komentarzy

Upadki i wzloty…

Heh… nieciekawie się dzieje czasami ze mną… Przemęczenie dało mi się we znaki, ale nie tylko. Straciłem wiarę w sporą część ludzi. Gdybym powiedział, że zawiodłem się, to jakbym splunął na to. To nie zawód, to porażka całego mojego sposobu myślenia o ludziach i świecie w jakim przyszło mi żyć. Z jednej strony bardzo chcę pomagać uzależnionym i współuzależnionym a z drugiej strony, coraz więcej ciemnych stron tej pasji ujawnia się przede mną. Nie raz mówiłem, że ile ludzi, tyle światów. Ile spojrzeń, tyle różnych wizji na temat tego samego otoczenia. W moim świecie kilka skrajnie różnych spojrzeń skrzyżowało miecze i doszło do wojny. Trochę mi się już teraz chce śmiać z tego… źle – nie z tego a z siebie. Wykazałem się naiwnością ufając ludziom i musiałem odcierpieć swoje. Stałem się na chwilę narzędziem rozgrywek skrajnie różnych interesów i po raz kolejny w życiu, będąc zupełnie bez winy dostało mi się po grzbiecie. Dobrze, że jak to mówią, dupę mam już wystarczająco twardą na takie ciosy, więc z biedą, ale poradziłem sobie i z tym. Powiem teraz coś bardzo nieterapeutycznego i cholernie zarozumiałego. Pojąłem, że jeśli nie zrobię czegoś sam, to nie będzie to dobre. Gdy tylko wpuszczam do swojego świata obcych ludzi i staram się im zaufać, kończy się to rozczarowaniem i cierpieniem. Większość bowiem po krótkim czasie zaczyna załatwiać sobie swoje sprawy przy mojej pomocy, usiłując na mnie zepchnąć gówniane tematy. Skończyło się. Ja też potrafię niezłe rozgrywki ustawiać, ale po wielu latach robienia tego, gdy przestałem pić, postanowiłem być zwyczajnie uczciwy i rozsądny. Pytanie więc, co nakazywała mi ta uczciwość i rozsądek ? Ano to, co robię od dłuższego czasu – pomagać tym, którzy tej pomocy chcą. Przyszła jednak pora, by pomyśleć o sobie i pseudo przyjaciołom oraz innym „interesantom”, chcącym moim kosztem coś sobie ugrać,  powiedzieć słodkie i uprzejme – walcie się – nie jesteście ani tacy bystrzy, ani na tyle inteligentni, ani na tyle sprytni, żeby się na was nie poznać.  Prawda co do waszych zamiarów i słabości ma to do siebie, że prędzej czy później gdzieś tam sobie wypływa. Czasami wystarczą strzępy informacji, spływających z wielu źródeł, by zbudować obraz, który usiłujecie ukryć. Jeśli więc nie chcecie wyjść z nałogu a jedynie coś tam sobie poudawać, zakombinować, ugrać – szukajcie gdzieś indziej.  Jeśli zamierzacie się ze mną kłócić, negować, zaprzeczać, kłamać – nie tędy droga.  Ja pragnę spokoju. Nie na świecie, nawet nie w moim mieście. W sobie. Pewnie się zastanawiacie skąd niby te moje „strzępy informacji” wypływają, więc powiem otwarcie i publicznie. Na szczęście, na świecie żyją też uczciwi i prawdomówni ludzie… a wy.. no cóż paplacie… mówicie o swoich wyczynach gdzie popadnie i komu popadnie a potem się dziwicie skąd ja wiem… jak dzieci w przedszkolu…

No dobra ponarzekałem sobie trochę, pokpiłem i celowo, z premedytacją, zrobiłem to nieco enigmatycznie. Nie ukrywam, że właśnie walnąłem w stół i poczekam sobie spokojnie aż przysłowiowe nożyce się odezwą. Aktorami też jesteście na szczęście marnymi, więc pójdzie to teraz bardzo szybko…

Wiem, że mam grupkę fanów, którzy czytają bloga regularnie, więc kilka słów dorzucę co do swojego trzeźwienia :) Lipa ! Kurde jedno słowo mi wyszło, które określa wszystko. Nie piję, ale się zatrzymałem… mogę sobie tutaj zwalić winę na innych – zostałem zatrzymany, lecz nie o to chodzi. Zatrzymałem się, by po raz kolejny nieco zmienić punkt widzenia na pewne sprawy. Dotąd patrzyłem, na nie ze środka i przez system wartości, który uważam za właściwy. Teraz na pewne tematy i osoby będę patrzył z zewnątrz, wyłączając zaufanie. Czy to będzie dobre ? I tak i nie. Dobre to będzie dla mnie, bo moja trzeźwość chwieje się w posadach a nie mam nic cenniejszego do stracenia. Złe, bo znów zacznę cedzić ludzi przez grube sito, (wbrew swoim wewnętrznym ideałom)  które roboczo nazwałem – pierwsza wtopa. Czyli raz spróbujesz mnie oszukać, lub okłamać… tylko raz… po tym spadasz i nie mamy o czym rozmawiać. Szkoda mi czasu na takie gierki.  Dzięki zmęczeniu psychicznemu i fizycznemu przechodzę właśnie silny nawrót choroby alkoholowej. Jak już mówiłem, nie piję i nie mam zamiaru się napić, ale męczy mnie. Muszę tutaj części z Was podziękować za wsparcie i ukłonić się nisko. Wiele ciepłych słów spłynęło do mnie, gdy dowiedzieliście się o moim kryzysie. Jesteście wielcy – Wy, którzy cenicie sobie czystość, pogodę ducha i prawdę. Czwarty rok mojego trzeźwienia zawdzięczam w pewnej części i Wam. Ten blog na początku był jedynie formą autoterapii, którą przeprowadzałem na sobie, lecz dzięki czytelnikom stał się też źródłem motywacji dla mnie i tutaj wielki ukłon w Waszą stronę moi drodzy. Czasami spotykam się już z niedowierzaniem – niby jak to ty masz mieć problem z głodem ? z nawrotem ? i załamujesz się ? i depresja ? Tak, tak… nie jestem nikim więcej, jak tylko człowiekiem z nałogiem. Czasami wciąż cierpię przez tą chorobę… Nie dziwcie się więc, że i tutaj, na blogu będą upadki i wzloty. Tak ta choroba wygląda, czy tego chcecie czy nie :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Michał

aa fajny mi się tekst przyplątał więc go przytoczę nieco ku przestrodze :

Gdy choćby o jeden dzień wcześniej przed wszystkimi odkryjesz prawdę, to przez ten dzień będziesz idiotą…

Paaa

Opublikowano Wpływ alkoholu na organizm człowieka... | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Wstrząs…. 8 stopni w skali „walczącego”

Napisałem dość długi wpis, po czym zaznaczyłem wszystko i skasowałem… Chciałem się pożalić, ponarzekać, wykrzyczeć nieco… a teraz, wieczorem, gdy tak to sobie poczytałem, zrozumiałem że nie potrzebne mi to. Splot kilku niefajnych wydarzeń z ludzkimi chorobami w tle wstrząsnął mną bardzo, bo przy okazji dostało mi się rykoszetem, choć w niczym nie zawiniłem… Zachwiała się we mnie wiara w to, że idę w dobrym kierunku. Zacząłem się zastanawiać, czy nie jestem zbyt słaby na takie akcje… ale nie – nie jestem. Przecież nadal trwam w trzeźwieniu i nadal pracuję nad sobą. Postanowiłem jednak zrobić mały krok w bok. Nieco mniej się angażować. Nie zbawię świata w pojedynkę ani nawet z grupką najlepszych przyjaciół, oddanych sprawie. Zrozumiałem, że czasami trzeba odpuścić. Nie da się wyciągnąć z nałogu pewnych ludzi… i trzeba się z tym pogodzić…. To były koszmarne dwa tygodnie. Biłem się z myślami i chodziłem wyczerpany jak chyba nigdy wcześniej. Zasypiałem nagle w dzień, nie mogłem spać nocami… ale powiem Wam, że z jednego jestem zadowolony… Przez te kilkanaście trudnych dni, nie pomyślałem żeby się upić. Objawy głodu pojawiły się, lecz był to głód tak mizerny i pozbawiony argumentów, że tylko wzruszałem ramionami. Jeszcze tylko się teraz napij i będzie już całkiem fajnie – szydziłem z głodu…  Nie będę się dzisiaj rozpisywał, bo dopiero zaczynam na powrót spokojnie myśleć. Jeszcze nie wiem, czy wrócę do wsparcia on line jakie prowadziłem przez długi czas. Pewne rzeczy muszę sobie poukładać… Pora spać…

 

Pozdrawiam serdecznie

Michał

Opublikowano Alkoholizm - rak duszy | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

Wyjdź z klatki….

Kiedyś opublikowałem dowcip o króliku, który uciekł z laboratorium… Posmakował wspaniałego życia na wolności i wrócił do klatki, bo „musiał zajarać”… Obserwuję pacjentów podczas terapii i ten dowcip niestety świetnie wpisuje się w to, co w nich często widzę. Wystawiają głowy ze swoich więzień, widzą jak piękne i spokojne może być życie na trzeźwo a jednak nie potrafią porzucić myśli o powrocie. Boją się tego, co jest po za „klatką”. Nie mają odwagi zniszczyć jej, odrzucić, porzucić. Wydaje się im być ostoją ze szczerego złota, mimo że jest pełna rzygowin, przekleństw, bólu, wyrzutów sumienia i kłamstw. Dzięki mechanizmom myślenia nałogowego widzą tylko złote ściany a cholernie ciężko im zajrzeć wgłąb i dostrzec całą brzydotę jaka czai się w środku. Mój proces trzeźwienia, jeśli chodzi o alkohol jest bardzo zaawansowany. Moja klatka jest dla mnie zbyt ciasna i ponura. Wykopałem ją bardzo daleko od siebie i mojej rodziny. Mam jednak inne klatki, z których póki co nie potrafię się ruszyć, więc moja walka o wolność trwa nadal. U pacjentów widzę zniecierpliwienie. Chcą w bardzo krótkim czasie stanąć na nogi i pozmieniać wszystko w życiu na lepsze… tylko czy to jest możliwe ? Nie… zdecydowanie nie. Umysł świeżego abstynenta nie podejmuje trzeźwych decyzji. Wiele z nich jest przepełnionych myśleniem alkoholowym, czy narkotykowym, mimo pozorów, że jest inaczej. Ludzie często pytają się mnie, co robić po wyjściu z terapii ? Boją się tego dnia. Boją się powrotu do miejsc, które kojarzą im się z piciem. Boją się nawet własnych domów i swoich rodzin. Czy słusznie ? Po części tak. Gdy pomyślę o swoim mieszkaniu, w którym spędziłem wszystkie lata alkoholizmu – robi mi się niedobrze. Nie jest łatwo wrócić do miejsc, które kojarzą się tylko z alkoholem. Tylko – bo i innych skojarzeniach alkoholicy zapominają. Żeby zobrazować to, jak silne są skojarzenia powiem Wam coś… W nowym domu, w którym teraz mieszkam przeżyłem tylko kilka miesięcy picia. Podczas ostatniego ciągu chowałem wódkę pod schodami wejściowymi. Małpki, półlitrówki, piwo… i do dziś mam urojenie, że zostawiłem tam niedopitą butelkę 0,2l. Teraz pod tymi schodami trzymam drewno na rozpałkę. Wierzcie lub nie, lecz za każdym razem, gdy po nie sięgam trudno mi się powstrzymać od spojrzenia w tamto miejsce. Śmieję się z siebie i stukam po głowie, ale gdyby ktoś zrobił mi głupi dowcip i wsadził tam butelkę, podejrzewam, że mocno by mnie to zatrzęsło. Tak działa umysł osoby uzależnionej. Ciągle usiłuje się przebić z kolejnym pretekstem, z kolejną okazją, z kolejnym głodem. Ta wspomniana klatka wydaje się być przyczepiona niewidzialną siłą. Przyciągamy ją do siebie, lub zostawiamy za plecami, ale ona jest i czai się na nasze potknięcia, by doskoczyć i zmusić nas do kolejnego picia. Pragnienie picia, ćpania, seksu, to pragnienie ulgi, rozładowania, zmniejszenia napięcia, znieczulenia, ale też pragnienie podbicia radości i podniecenia do absurdalnego poziomu. Mówimy alkoholikom – nie bądź głodny, nie złość się, nie bądź samotny i zmęczony… Patrzą się na nas i buntują się… Przecież tak często się im to przytrafia… Tak, to się przytrafia każdemu, ale nie każdy musi dbać o to w taki sposób jak uzależnieni. My potrzebujemy się zaniedbywać, by sprawić sobie ulgę. My potrzebujemy cierpienia, by pocieszyć się wódką. My potrzebujemy samotności, by w jej pustce pielęgnować przekonanie o naszej krzywdzie. My potrzebujemy wszelkich nieprzyjemnych stanów po to, by dać sobie przyzwolenie do picia czy ćpania. Czasami widzę niedowierzanie a nawet złość, gdy opowiadam, jak porzucałem prace, które mnie drażniły. Jak tak można ? Odpowiadam – nie po to się pracuje, by się zapić na śmierć. Czy jest jakaś praca dla której warto się zapić ? Czy macie coś cenniejszego niż Wasze życie ? Otóż nie… Mówią mi, że tracę pieniądze, że tracę klientów a ja się śmieję. Czym są pieniądze ? Środkiem płatniczym. Ciągle mi ich brakuje, ale nie są najważniejsze… a potem wyjaśniam… Jeśli przyjmuję zobowiązanie, to się z niego wywiązuję, lecz nie zawsze w terminie, bo chorobą traktuję jak sprawę życia lub śmierci ( zgodnie z tym, czym jest ) a jeśli praca ma mnie zmusić do zapicia, to nie jest tego warta. Chodzi mi tutaj o geodezję. Czasami na czymś utknę, źle się nastawię, źle ukierunkuję myśli i nie mogę przebrnąć przez zrobienie czegoś pozornie prostego. Gdy czuję jak narasta we mnie złość i frustracja, wychodzę z biura. Idę robić coś innego, albo na spacer… porozmawiać z kimś… Wiem, że właśnie zaczyna mną rządzić głód… Trwa to do pół godziny i jeśli dobrze je przepracuję, przemyślę, odetchnę to wracam i kończę to co zostawiłem. Alkoholik nie powinien pracować przy czymś, co sprawia mu ból, wywołuje złość, frustrację, zniechęcenie… ale to szczegóły… :) Jeśli ktoś chce wyjść z tego szamba, musi chcieć. Już samo uświadomienie problemu nastręcza wielu trudności… a leczenie – jest dobrze jeśli już się zacznie… Oj kurde odszedłem od tematu, który miałem poruszyć… Mam nawrót :) po raz kolejny. Przyznam się, że tym razem przebiegał tak łagodnie, że bardzo późno go zauważyłem. Najpierw zacząłem więcej jeść… no tak – głód… Potem wróciłem do picia Pepsi… kofeina nakręca mnie całkiem mocno… Potem wokół mnie zaczął tworzyć się bałagan. Nieposkładane papiery, syf na warsztacie itd… Zwalałem jednak wszystko na brak czasu. Owszem nie miałem czasu ale ten smrodek był coraz wyraźniej odczuwalny, a mimo to nie reagowałem. Gdzieś tam w środku powstały przypuszczenia, że nie wszystko idzie tak jak powinno, ale dalej tym nie przejmowałem. Do czasu… W sobotę rozmawiałem z przyjaciółką i coś mnie pchało w stronę kłótni. Od słowa, do słowa brnąłem w konflikt i sam nie wiedziałem dlaczego ? Ona się spokojnie broniła a ja pchałem wóz na skraj przepaści… Dopiero na krawędzi coś mnie uderzyło. Przecież ja ją lubię ! Nie mam jej nic do zarzucenia ! Nie chcę, by nasze relacje się pogorszyły ! Więc co ja właściwie robię i po co ?! Olśniło mnie. Przecież właśnie szukam pokładów złości, wstydu, wyrzutów sumienia… Właśnie staram się zgnębić samego siebie. Przecież za chwilę bym tego żałował, byłoby mi głupio, przyszedłby smutek, żal i tak dalej… Do czego mi to potrzebne ? No przecież to proste – by mieć okazję do sprawienia sobie ulgi ! Ta da !! Bum ! Tsss ! Właśnie rozwala mnie nawrót ! Ogarnąłem szybko myślami minione tygodnie i poskładałem w kupę te z pozoru błahe wydarzenia. Nie miałem wątpliwości. Przeprosiłem kumpelę i roześmiałem się. Ty wredny skur…nu ! Odpuścisz mi w końcu ? :) Już różne podejścia robiła do mnie wódka ale takiego się nie spodziewałem. Uśpić czujność, przykryć alkoholizm pracoholizmem, i drążyć aż do wystąpienia ciężkich głodów. O taki hooy ! Powiedziałem dość głośno i zebrałem się do zajęć. Musiałem jeszcze dziewczynę, z którą rozmawiałem uspokoić – bo jej się oberwało  za mój nawrót – zupełnie darmo. No cóż… moja klatka wlecze się jeszcze za mną jak jakiś pieprzony hacker-terrorysta. Gdzieś tam w ukryciu czuwa, bym zbyt długo nie miał spokoju… Ja się jednak coraz głośniej z tego śmieję. Alkohol jest mi tak potrzebny jak ścieki rzekom. Włączyłem więc hamulce, zrobiłem porządek w biurze, zmniejszyłem ilość słodkiego i postanowiłem nieco odpocząć. Powoli mija :) Nie dajcie się moi drodzy.

Pozdrawiam serdecznie

Michał

PS Nie podaję już swojego alkoholowego maila, ponieważ nie mam czasu na odpisywanie. Fizycznie nie wyrabiam. Można mnie znaleźć przez FB i najlepiej dodać do znajomych bo z po za listy znajomych nie sprawdzam często wiadomości. Jeśli zdecydujecie się podjąć leczenie zapraszam do ośrodka leczenia uzależnień w Bieszczadach.

 

Opublikowano Alkoholizm - rak duszy | Otagowano , , , , , , | 4 komentarzy

Po trzech latach bez alkoholu…

Czterdzieści lat minęło… jak jeden dzień… zaśpiewałem rano żonie :) Jej czterdzieści a mi trzy… Dzieciak ze mnie nie ? Tak… trzy lata temu, w urodziny Ewy dopiłem ostatnie piwo i postanowiłem wywrócić swoje życie do góry nogami… Tak myślałem wtedy a dzisiaj się śmieję :) bo ono wówczas było do góry nogami a teraz powolutku wraca do normalności. Pracując z ludźmi uzależnionymi często powtarzam – nie porównujcie się do innych a tylko do siebie. Kim byłem – kim jestem. Pora na podsumowanie trzech lat pracy.

Trzy lata temu. W głowie flaki z olejem i licznymi domieszkami – frustracji, niskiej samooceny, złości, żalu, rezygnacji… Myśli samobójcze z pragnieniem natychmiastowej realizacji sprawiały mi ulgę. Rozpacz była potwornie rozrośnięta. Przysłaniała cały świat i wyciskała litry łez… Niemoc. Była przerażająca. Czułem, że jestem bliski rezygnacji. Rezygnacji z siebie. Rodzina już właściwie mnie nie chciała. Ewa powiedziała mi dobitnie i nie przebierając w słowach, żebym się wyniósł z jej życia. Odwiedziła psychologa z córką, by przygotować małą na rozwód… Życie rodzinne miało się dla mnie definitywnie zakończyć. W mojej głowie tworzyły się dziesiątki scenariuszy i  wszystkie miały finał w trumnie. Wszystkie prócz jednego…  Finansowo właściwie mnie nie było. Przepiłem reputację, renomę firmy a z tym klientów… więc nie ma o czym mówić. Zdrowie fizyczne… heh no żyłem, chodziłem, mówiłem i tyle dobrego mogę o nim powiedzieć. Wątroba spuchnięta, nudności, biegunka, zawroty głowy i to uczucie… zaraz umrę… Byłem słaby. Wyjście do sklepu było wyzwaniem, niemal wyprawą w nieznane… Zastanawiałem się czy wrócę… Bałem się niesamowicie… Kilkadziesiąt metrów pieszo i byłem mokry od potu… Lał się ze mnie… nawet nie kapał a lał się, ściekając po twarzy, plecach… po całym ciele… gdy wracałem, musiałem się przebrać, bo koszulkę można było wykręcać jak szmatę… Dni jakoś mijały… normalnie rozmawiałem tylko z kilkoma osobami… Dwoma, trzema… Reszta nie chciała, nie wierzyła, skreśliła mnie. Chaos… ból… pragnienie normalności, spokoju, zrozumienia… Już nie chciałem być nikim wielkim. Już nie chciałem imponować, brylować na imprezach, zabawiać towarzystwa. Chciałem spokoju… Byłem wrakiem. Nic nie zostało z ideałów, marzeń, planów. Zrozumiałem, że wyjścia są dwa – trzeźwość albo śmierć. Nic po środku. Zero lub jeden.

Drogę do miejsca, w którym jestem znacie z bloga, nie będę więc wchodził w szczegóły. W każdym razie łatwo nie było. Powrót na terapię i pokora. Już nie było miejsca na żarty i eksperymenty. Trzeba było się poddać. Odpuściłem marzenia o piciu kontrolowanym, schowałem dumę do kieszeni i postanowiłem, że zrobię wszystko co mi zalecą terapeuci. Byle odzyskać zdrowie, byle uratować rodzinę… Rodzina to ja… wiedziałem o tym i czułem, że bez nich zginę…

Ciężko było. Jeszcze po roku mawiałem, że mam kaca… Niszczony latami beztroski organizm nie chciał wrócić na właściwe tory. Głód usiłował mnie pokonać setki razy. Miotałem się ale ostatecznie nie dałem nigdy za wygraną. Złożyła się na to praca wielu osób… i moja własna. Dziękuję kochani. Nigdy Wam nie zapomnę tego, co dla mnie zrobiliście. Jesteście wielcy.

Pora przejść do siebie dzisiaj.

Jestem stabilniejszy, silniejszy i bardziej opanowany. Czuję… Nareszcie czuję. Wróciły uczucia ! Kocham, pragnę, marzę, raduję się, smucę, czasami płaczę… Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce :) Pracuję nad sobą i pracuję nad trzeźwieniem pacjentów w Hoczwi. Czasami żartuję, że naprawiałem już silniki, motocykle, łódki, sprzęt stereo i wiele innych, ale czy może być coś piękniejszego od naprawiania ludzi ? :) Lubię to robić. Nie męczy mnie to bardzo a daje wielkie pokłady satysfakcji, motywacji i wiary w to, że mam tutaj jeszcze coś naprawdę dużego do zrobienia. Psychicznie i emocjonalnie idę w górę cały czas, choć nie bez wpadek. Niedawno ktoś bardzo mi bliski podupadł na zdrowiu. Wstrząsnęło to mną bardzo. Toczyłem boje z nią i z samym sobą. Przekonałem się, jak trudno jest pomóc, gdy jest opór, upór, depresja i cała mieszanka uczuć. Zderzyłem się z tym, jak maluch z czołgiem…  i musiałem lizać rany… ale i to świetna szkoła na przyszłość… na wnioski jeszcze czas… Pospawam grubszą ramę i wsadzę klatkę bezpieczeństwa zanim znów spróbuję pomóc komuś bliskiemu… ale się nie poddam, póki będę miał argumenty w głowie i sercu. Czasami trzeba najwyraźniej dać się  poobijać, żeby się wzmocnić, choć tym razem sam prawie popłynąłem a ze zmęczenia kilka razy byłem bliski omdlenia… W każdym razie miałem wielką i bolesną lekcję pokory. Kurde odchodzę od tematu… jak zwykle… Co do mnie… Odzyskałem wiarę w sens swojego istnienia. Pokochałem życie, pokochałem świat. Nie czuję przymusu by go za wszelką cenę zmieniać. Tu coś sobie poprawię, tu coś sprzątnę, tam przestawię :) Ot by żyło mi się ciut wygodniej, weselej i spokojniej… Głód alkoholowy powolutku odchodzi do lamusa. Coraz rzadziej śnię o piciu i coraz rzadziej w ogóle myślę o tym, że alkohol czeka na sklepowych półkach. Kiedy mnie dopadnie głód wzruszam ramionami i śmieję się pod nosem – „po co?” Na prowadzonych zajęciach często słyszę jak pacjenci marzą o jednym jedynym kieliszku dziennie i śmieję się mówiąc – co wam da ten jeden, skoro potrzebowaliście litrów ? Ja alkohol odpuściłem… Dotarło do mnie, że nigdy go nie potrzebowałem. Zabrał mi większość dorosłego życia. Nie pozwolił dojrzeć, pozakładał mi setki masek, pod którymi kryłem to, kim naprawdę chciałem być. Zdzieram je… jedną po drugiej i mój świat zaczyna nabierać prawdziwych kształtów…

Fizycznie poszybowałem w górę. Jestem silnym facetem. Daleko mi kondycją do sportowców – nawet amatorów, ale progres jest duży. Przyspieszyłoby go na pewno rzucenie palenia, lecz nie czuję się jeszcze na to gotowy.  Finansowo jest mi i mojej rodzinie coraz lepiej. Jeszcze nie jest to stabilne i pokrywa bieżące wydatki, ale coraz rzadziej brakuje, więc postęp jest :)

Na koniec to co najważniejsze – ludzie. Wow… tak można to ująć jednym słowem.  Co raz to poznaję kogoś ciekawego… Na każdym kroku spotykam się z normalnym, zdrowym przyjęciem… lecz nie o to wyłącznie chodzi… Odzyskałem rodzinę ! i wiele dawnych znajomości. Oni znów we mnie uwierzyli. Na powrót jestem głową rodziny. To jest wielkie szczęście… gdy moi bliscy mogą na mnie polegać. Przestali mnie sprawdzać, kontrolować…. są ze mną szczerzy. Nie obawiają się już, że jakieś słowo mi się nie spodoba i da mi pratekst do zapicia. W domu jest normalnie. Nie ma przesadnej radości ani wielkich smutków. Życie toczy się tutaj zwyczajnie…  i niech tak zostanie :) Odzyskałem i zawarłem wiele ciekawych znajomości… Nie spodziewałem się tego, bo to przecież alkohol obiecywał, że będę duszą towarzystwa i będę miał setki przyjaciół… Heh jest też pewien aspekt, który mnie czasami osłabia i cieszy za razem. Ludzie dzwonią do mnie prosząc o zrobienie czegoś dla nich…  Czy to z geodezji, czy RTV, czy czegoś jeszcze innego…. Kiedyś mój telefon prawie cały czas milczał a teraz :) Ciągle ktoś, coś… No i z jednej strony się cieszę, bo to znaczy, że moje zdolności są zauważane i doceniane a z drugiej strony… brakuje mi czasu. Bardzo często jadę na skrajnym zmęczeniu. Do tego stopnia, że w samochodzie zasypiam zaraz po zapięciu pasów a w domu z talerzem w ręce, czy laptopem na brzuchu. Zrozumiałem, że czas zwolnić.

Podsumowując te trzy lata – jest pięknie, ale to nie koniec. Wiele jeszcze muszę przepracować, by ułożyć sobie życi0e bez nałogów.  Różnica pomiędzy wtedy a teraz jest ogromna… zwyczajnie przepaść, lecz to dopiero początek drogi. Jest coraz łatwiej. Jest coraz przyjemniej. Jest już świadomość, że alkoholu nigdy nie potrzebowałem a jedynie wmówiłem to sobie. Jako człowiekowi nic mi nie brakuje. Mam dwie ręce, nogi i całą resztę… W lodówce jest coś, do jedzenia a na głowę nie leje się woda… za to jest w kranie i to już jest luksus, którego nie ma spora część ludzi na świecie. Otaczam się wspaniałymi ludźmi, których nie poznałbym, gdybym nie zaczął trzeźwieć. Co mogę to daję z siebie ale też od nich czerpię garściami….  Motywację, zrozumienie i wiele więcej… Ludzie są motorem trzeźwienia. Samemu tego bym nie dokonał. W tym miejscu chciałbym podziękować kilku osobom, które nie pozwoliły mi upaść i przywróciły wiarę w sens życia.

Ania – bezinteresownie umówiła mnie i zaprowadziła na terapię, po tym jak pijany zapomniałem wykonać złożone przez nią zlecenie. Iwona i Asia za wbicie do głowy podstaw, bez których cały proces leczenia nie miałbym prawa się rozpocząć. Anecie, za terapię racjonalnego myślenia. Proste słowa, nie raz twarde i ostre nie pozwoliły mi stracić wiary w sens życia. Eli za przyjacielskie wsparcie – bezinteresowne i szczere. Markowi – za uratowanie mi życia podczas walki z nowotworem. Ewie za całe lata zaangażowania w mój proces leczenia i wielki wysiłek, jaki włożyła w moją osobę. Wackowi i Mirze – za bycie Wackiem i Mirą :) a na serio, to  przywróciliście mi wiarę w ludzkość, nie mówiąc już o tym, czego dokonujecie dla innych. Jesteście wielcy !  Dziękuję też mojej rodzinie… za to że wytrwaliście przy mnie i daliście mi szansę… Dziękuję z całego serca.  Mógłbym tutaj wymieniać bardzo długo ludzi, którzy mieli wpływ na to co stało się ze mną w minionych trzech latach… i to jest piękne… Dzięki !

 

Jeśli potrzebujecie pomocy zapraszam do ośrodka w Hoczwi .

Tam poznamy się osobiście podczas zajęć.

Raz jeszcze dzięki !

Michał

 

Opublikowano Idę w górę... | Otagowano , , , , , , , , , | 3 komentarzy

O sobie nieco poważniej… a może nie …

Nie wiem, czy potrafię być całkiem poważny… jak mawiają niektórzy ludzie – poważnie to się w trumnie leży, więc póki co ograniczam się z tą powagą :) Z poprzedniego wpisu wiecie jak się nazywam i że lubię trochę wariować… Nic wielkiego, żadnych konkretów… Dzisiaj przyszła pora by powiedzieć kim jest walczący alkoholik i dla czego „walczący” ? Ludzie uzależnieni, którzy przeszli przez różne terapie czy są w AA często się obrażają na tytuł mojego bloga i zarzucają mi, że nazwą prowokuję przekonanie, że z alkoholem można walczyć, a nie tego przecież uczą ich na zajęciach terapeutycznych. Mówimy, że alkohol jest jak mistrz świata wagi ciężkiej, z którym nie da się wygrać w ringu. Mówimy, że trzeba ten ring opuścić, by nie zostać znokautowanym i tylko tak możemy uratować skórę. Tak i owszem ładnie to brzmi i sensownie. Gdybym trzymał sobie flaszkę na szafce nocnej to pewnie któregoś ranka obudziłbym się na ciężkim kacu bez świadomości, kiedy ją wypiłem… ale mi nie o to chodziło, gdy zakładałem bloga. Sam potulnie omijałem półki z alkoholem w sklepach  i nie dotykałem nawet butelek z piwem, czy nawet pustych kieliszków. Pomysł na „walczącego” zrodził się w więzieniu. Byłem tam zupełnie rozbity, chory, załamany, stłamszony tym, w czym przyszło mi wziąć udział. Mimo, że nigdy nie przypomniałem sobie, czy to ja spowodowałem wypadek, czy zostałem w niego umiejętnie wrobiony, to przyświecała mi jedna idea… Nie pozwolić na to, by śmierć Daniela poszła na marne… Nie wiedziałem jak to zrobię, nie miałem pojęcia jak się do tego zabrać, ale chciałem ostrzegać ludzi przed alkoholem… Najgorsze jednak było to, że sam nie zdawałem sobie sprawy z tego, że byłem już alkoholikiem. Przez cały ten czas spędzony za kratami mówiłem sobie, żonie, rodzicom i znajomym, że nigdy więcej nie sięgnę po alkohol… Efekt… cóż na drugi, czy trzeci dzień po wyjściu byłem pijany… Teraz już się temu nie dziwię, ale wtedy sam byłem w szoku jak wóda wciągnęła mnie zaraz po tym, jak odzyskałem wolność. Lata 2011, 2012, 2013 to była równia pochyła. Dowiedziałem się o nowotworze, miałem kłopoty finansowe i nigdzie nie potrafiłem znaleźć spokoju. Podczas pobytu za kratami uzależniłem się od ogromnej ilości leków. Do tego stopnia, że miałem problemy podczas operacji. Trudno mnie było uśpić i trudno wybudzić. Po tym pani anestezjolog przyszła do mnie osobiście porozmawiać o tych lekach. Powiedziała mi, ze smutkiem w oczach, że one mogą mnie zabić. Nie wiem co widziała na sprzęcie diagnostycznym podczas zabiegu, ale chyba nie było wesoło, skoro tak zareagowała. To był luty 2012… miałem więc 34 lata i byłem bliski śmierci. Pokazałem charakter i zadziałałem dość odważnie, by nie powiedzieć głupio… Wróciłem do domu i wyrzuciłem większość prochów. Zostawiłem tylko to, o czym wiedziałem, że nie można bezpiecznie tego odstawić z dnia na dzień… W każdym razie ponad 90% psychotropów poszło w śmietnik… Powiem Wam… widziałem chłopaków na terapii, jak przechodzą zespół odstawienny po narkotykach… nie było mi ich żal ani trochę… chodzili, rozmawiali, jedli, funkcjonowali całkiem przyzwoicie na zewnątrz… Ja przez dwa tygodnie nie wychodziłem z łóżka… Lejące się poty, zaburzenia świadomości, chore wizje, sny rodem z obrazów Beksińskiego i nieustający lęk o życie… Mokra pościel, mokre stopy, bóle wykręcające mi ciało w paragrafy i brak apetytu sprawiły że traciłem siły z dnia na dzień… Dwa tygodnie… tyle to trwało…. i przeszło… nagle, bez niczego… przeszło i tyle. Wtedy coś drgnęło ale piłem nadal. Nie codziennie, z przerwami ale zdecydowanie nałogowo. Upadałem i się podnosiłem. Nie wiedziałem, że to wszystko na nic… W 2013 roku rękę podała mi niemal nieznajoma osoba (rodziny nie słuchałem – znacie to ? ) i zaprowadziła do przychodni ( dzięki Ania ). Wtedy też powstały pierwsze wpisy walczącego… idea była prosta… walczyć z niewiedzą ludzką na temat nałogów i walczyć ze swoją chorobą. Miała to być forma autoterapii i pomoc dla innych zagubionych. Jednocześnie blog miał stać się źródłem motywacji i inspiracji do dalszych działań. Gdybym jednak do takiego wyjaśnienia spłycił „walczącego” to minąłbym się z prawdą. Nie wiele, lecz jednak… Jak miliony alkoholików chciałem kiedyś wrócić do kontrolowanego picia. Szukałem na ten temat wiedzy, gdzie tylko się dało… Szukałem świadectw ludzi, którym się udało czegoś takiego dokonać… lecz nie znalazłem żadnych wiarygodnych… Gdy trzeźwość zaczęła mi kiełkować w głowie, porzuciłem tą ideę ale nie do końca. Przekułem ją w coś nowego, w coś o czym nie słyszałem i nie czytałem wcześniej. Na terapii stanowczo odradzano nam branie udziału w imprezach z alkoholem. Odradzano mam podejmowania jakiegokolwiek kontaktu z wyzwalaczami. Ja pozwoliłem sobie nie zgodzić się z tym. W każdym razie nie do końca. Odcięcie osób uzależnionych od narkotyków nie jest takie trudne są one bowiem nielegalne i nie ma ich w sklepikach osiedlowych. Nie ćpa się publicznie w barach czy innych miejscach do tego przeznaczonych. Alkohol zaś pije się w bardzo wielu miejscach. Restauracje, puby, imprezy masowe, spotkania towarzyskie, rodzinne, biznesowe czy integracyjne. Alkohol jest w bardzo wielu miejscach i mówienie ludziom, by „uciekli z ringu” brzmi trochę jak wyrok pt. od tej pory nie będziesz chodził do restauracji, barów i na imprezy z towarzystwem, które lubisz… Od tej pory będziesz odwracał głowę na widok kieliszka, kufla, butelki , czy puszki… Nie było to dla mnie do przyjęcia. Za duża strata… Zacząłem uczyć się o powstawaniu nałogów i szybko doszedłem do wniosku, że można się nałogu oduczyć tak samo, jak się go nauczyło… Brzmi nieco śmiesznie dla każdego, kto ma długi staż w abstynencji, ale ja tej idei nie porzuciłem i dopracowuję ją miesiąc po miesiącu, bo wiem że to działa. Nie jest to metoda pozbawiona naukowych podstaw, więc traktuję ją bardzo poważnie. Walczę z własnym mózgiem, który przez lata nauczył się traktować alkohol jako wypełniacz braków, lub zamiennik czynności wymagających wysiłku. Ja zwyczajnie odwróciłem kierunek i powoli nadpisuję inne informacje, pozwalające mi na zdrowe rozwiązywanie problemów, przeżywanie codzienności  i radości. Nie jest to jednak droga dla laików i jest niemożliwa do realizacji bez przejścia przez terapię uzależnień. Nie będę więc wchodził w szczegóły, by ktoś nie napalił się tutaj zbytnio i nie popłynął sobie z morzem wódki ku zagładzie… Walczący alkoholik nie ucieka więc z ringu a śmieje się z przeciwnika stając do niego frontem. Nie podchodzi jednak na odległość ciosu. Można powiedzieć, że igram z ogniem ale to pozory.  Co prawda nie raz i nie dwa sparzyłem się na tym, ale efekty są więcej niż zadowalające. Dość powiedzieć, że po trzech latach komfortowo czuję się wśród ludzi pijących i potrafię się z nimi dobrze bawić samemu pozostając trzeźwym. Walczący alkoholik to moja metoda na wyjście z nałogu ale też pomoc dla innych ludzi. Uzależnieni i współuzależnieni mogą liczyć na moje wsparcie. To już nie tylko walka o moje życie ale o życie innych…

Jeśli chcecie powalczyć razem ze mną zapraszam do ośrodka w Hoczwi…

Pozdrawiam serdecznie

Michał Śpiewak

Opublikowano Idę w górę... | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 4 komentarzy

O sobie … z przymróżeniem oka i na poważnie…

Od dawna nosiłem się z tym zamiarem, ale coś zawsze więzło w gardle, coś nie przechodziło przez autocenzurę aż przyszedł ten dzień… Nie mam się czego wstydzić i nie mam się z czym kryć… Kto chciał, ten bez problemu znalazł mój profil na facebook, więc nie ma co się dłużej chować za zasłonką adresu IP…

Nazywam się Michał Śpiewak. Urodziłem się w Krakowie w 1978 roku. Dorastałem już na Podkarpaciu a konkretnie w Sanoku. Z wykształcenia jestem inżynierem geodezji a z życiowych pasji…. cóż…. po trochę  mechanikiem, lakiernikiem, ślusarzem, spawaczem, szkutnikiem, elektronikiem i…. hmmm świrem? Kocham muzykę ( bez znaczenia jaką, byle dobrze i z jajem zagraną ), wiatr, góry, żagle, motocykle…. i potężne dawki zdrowego sarkazmu… Jestem jedynym samcem – opiekunem w gronie trójki wspaniałych dziewczyn. Jestem nim od czasu gdy zerwałem z większością nałogów…. Jak wiecie jestem alkoholikiem, po kilku nieciekawych przejściach życiowych, związanych głównie z uzależnieniami, ale też z wieloletnim brakiem dojrzałości i wiary w siebie. Nie każdy, kto czyta bloga wie, że jestem również uzależniony od substancji psychoaktywnych ( leki uspokajające ) i…. od dobrej zabawy… którą chętnie nazwałbym po prostu świrowaniem i głupawką… Nawiasem mówiąc trochę się z tym kryję, bo trudno o akceptację dla takich zachowań wśród klientów biura geodezyjnego, współpracowników i …. hmmm nawet moja córa patrzy czasami z politowaniem na moje wygibasy do szurniętej muzyki. Cóż… można by tutaj wiele pisać, lecz ktoś zrobił to świetnie za mnie…  Te  filmiki i muzyka to ja w wersji instant… Tylko nie wiem od którego zacząć…. może od Eye of the Tiger… w wersji Leo… Tam dosłownie jest „mnie” dwóch… Ten po lewej na zewnątrz… ten po prawej prywatnie – i na trzeźwo…

To jednak bardzo mało… więc dla uzupełnienia drugi film Leo z udziałem fanów.

 

Zawsze lubiłem szalone klimaty, ale wstyd ograniczał mnie na tyle mocno, że używałem alkoholu, by zachowywać się tak jak chciałem… Dzisiaj żyję swobodnie… robię to, co kocham… i kocham życie….

Na koniec przyznam się do małej słabości… uwielbiam growl… a kiedy odkryłem muzykę Leo zyskałem motywację do rzucenia palenia…. Cholera nie da się tego robić paląc…

No dobra… tyle o sobie… pół żartem pół serio…

Bawcie się dobrze słuchając muzyki – polecam dobre słuchawki lub wręcz potężny sprzęt audio… jeśli macie pytania… walcie przez FB…

 

Pozdrawiam

Michał

 

Opublikowano Idę w górę... | Otagowano , , , , , , , , | 1 komentarz